|
niedziela, 17 stycznia 2010 20:42 |
 Górniak postanowiła sama dbać o własne interesy.
Wcześniej współpracowała ze swoim mężem, który pełnił funkcję jej menadżera oraz z firmą Rochstar z którą rozstała się szybciej niż komukolwiek mogło się wydawać. Górniak bez menadżera wcale nie jest skazana wilkom na pożarcie. Ponieważ jest to wybitna piosenkarka, która pozycję na rynku ma ustabilizowaną, może pozwolić sobie na takiego typu decyzje. W przypadku takich gwiazd jak Edyta, rola menadżera ogranicza się właściwie do obierania telefonów i prowadzenie kalendarza koncertowego. Po tylu latach w showbiznesie wiedza Górniak oraz jej kontakty mogą być większe niż niejednego menadżera. Po co ma komuś płacić grube pieniądze za proste czynności, które może wykonywać zwykła asystentka typu przynieś, podaj, pozamiataj.W Polsce większość menadżerów to kmioty, zarabiający na ciężkiej pracy artystów, żerujący na tym co artysta osiągnął i co sam wypracował przez wiele lat. Sępów jest wielu,ale chętnych do ciężkiej pracy niewielu. Według mnie Górniak jest w stanie poradzić sobie sama, jeśli tylko będzie miała wizję i konsekwencję. To ona powinna decydować o każdym szczególe i to ona powinna być motorem napędowym wszystkich działań. Ona ma takie nazwisko, które otwiera wszystkie drzwi, więc zwykły menadżer nie jest jej potrzebny. Chyba, że chciałaby spróbować wypłynąć znów na szerokie wody Europy to wtedy co innego. Czy jednak Górniak ma zmysł organizacyjny i będzie w stanie w końcu się muzycznie pozbierać okaże się już wkrótce, gdy nagra płytę. Mam nadzieję, że lepszą niż jej ostatni krążek a conajmniej tak dobrą jak „Dotyk".
|