
Konflikt Sablewska/Doda nabiera rumieńców, choć szczerze powiedziawszy ten spektakl nie należy do tych na poziomie i z klasą.
Rozstania w showbiznesie nie są rzadkością. Ludzie pracują razem przez kilka lat, a potem ich drogi zwykle się rozchodzą. Sztuką jest jednak pożegnać się na poziomie, skoro tyle lat pracowało się razem. W przypadku Dody to każde jej rozstanie należało do tych żenujących. Najpierw rozstanie z Maciejem Durczakiem, pierwszym menadżerem, potem z Tomkiem Lubertem, Radkiem Majdanem a ostatnio z Sablewską.
W showbiznesie nie jest łatwo znaleźć ludzi odpowiedzialnych, uczciwych i co najważniejsze LOJALNYCH. Zazwyczaj trudno jest zorientować się czy osoba z którą się teoretycznie przyjaźnisz i pracujesz, jest z tobą tylko dla kasy. Do gwiazd, znanych twarzy, lub ludzi z wizją przyklejają się interesowni menadżerowie, producenci, styliści itp, którzy chcą perfidnie żerować na popularności gwiazdy. Słodzą, dupę liżą ..... i są "przyjaciółmi" dopóki są pieniądze. Dlatego wskazana jest ostrożność.
Współczuję Dodzie, bo zawiodła się na wielu ludziach, choć z pewnością byli też i tacy, którzy zawiedli się na niej. Doda jest osobą wrażliwą i pomimo wielu słów krytyki, które skierowałam w jej kierunku, to nadal życzę jej jak najlepiej. To jest ciężkie dla każdego, gdy widzi się, że za jego plecami ktoś kręci swój biznes. To na pewno nie jest dla niej miłe, gdy widzi , że mechanizmy wytyczone prze nią, stosowane są dla Mariny czy Edzi. Z drugiej strony taka jest cena posiadania wtajemniczonego we wszystko menadżera-przyjaciela. Inna sprawa, że Doda też zyskała wiele za czasów współpracy z Durczakiem, menadżerem po Michale Wiśniewskim ( który w tamtym okresie był na samym szczycie). Nie można zaprzeczyć, że Doda wykonała kawał dobrej roboty i nie można twierdzić, że to zasługa głównie jej menadżerów. To bzdura. Doda jest na tyle wyrazistą osobowością, że spokojnie poradziłaby sobie sama. Mając obok siebie wpierających ją mocno rodziców, nie ma takiej siły, która by ją zniszczyła.
Niestety nie ma żadnego zabezpieczenia przed menadżerami, którym szybko wyrastają skrzydełka, przejmują kontakty, wykorzystują całą wiedzę i myślą, ze są wielkimi kreatorami sukcesów. Żeby ustrzec się przed zdrajcami to teoretycznie najlepiej nie mieć menadżera. Wtedy sprawa jest oczywista i nie ma wątpliwości kto jest odpowiedzialny za sukces. A jak chcesz mieć menadżera to musisz się liczyć z tym, że przy pierwszej nadarzającej się okazji, wyroluje Cię bez skrupułów.
Nikt nie pozna całej prawdy o co właściwie poszło Dodzie i Sablewskiej. Jedno jest pewne- Doda chciała menadżerki na wyłączność (co jest zrozumiałe i mądre), a skoro Sablewskiej wyłączność się znudziła i owładnięta wizją decydowania w 100% o Marinie była w stanie zdradzić Dodę, to nie dziwmy się Dodzie, że postawiła ultimatum. Nie sztuką przecież jest lansować kolejne gwiazdki na plecach Dody, która zapewniła kontakty i pieniądze. W tym świecie zabawa polega na tym kto kogo bardziej wykiwa i kto da się wykiwać. Ani Doda ani Sablewska nie chciały być wykiwane przez siebie nawzajem i musiały się rozstać. Konfilkt interesów. Poza tym za dużo tu było układu prywatno-koleżeńskiego. To się zazwyczaj mści.