Kate jest królową. Yes, yes yes ! Spotkałam się z nią. Masakra. Jak ja chciałam w tym momencie być jej księciem. To było jak w bajce. Kate była miła i nawet poświęciła mi 10 minut na rozmowę. Dała mi też swój autograf na serwetce, którą wcześniej wytarła usta po rybie. Boże... trzęsły mi się nogi, miałam mokro wszędzie ... Naprawdę wszędzie... 
Kate jest boska. Nie wiedziała kim jestem, ale też się trzęsła. Potem powiedzieli mi, że z zimna, ale to nieważne. Ważne, że była przy mnie, a ja przy niej. Taki moment zdarza się raz w życiu. Spełniło się moje marzenie. Kate Kate Kate- jedyna królowa. Jedyna. Choć bez korony to królowa. Ona jest taka prawdziwa . Wiem to, bo wyczuwam nieszczerość na kilometr, a od niej czuć było tylko naturalność. Zapach siana przeplatał się z zapachem trawy, a wszystko to działo się w jej ulubionym hotelu w Londynie przy samych drzwiach wejściowych.
To pisałam ja- Sablewska z rozumem 10-latki
P.S Jednym słowem Sablewska niczym się nie różni od zgraji pryszczatych nastolatek sikających na widok Hanny Montany
