Marina Łuczenko wydała singiel Electric bass. Po rozstaniu z Mają Sablewską niektórzy spisali Łuczenko na straty. A przecież każdy znający się na rzeczy wie, że kariera Mariny jest w rękach Mariny. Od dziecka szykowana na gwiazdę nie może nią nie zostać. Bardzo przyjemnie się na nią patrzy i miło się jej słucha. Teledysk lekki, z pięknym krajobrazem i naturalnie śliczną wokalistką. Nie można od niej oderwać oczu. Klip nie jest wysokobudżetowy. Należy do tych skromniejszych i prostych, jednak to jest w tym przypadku plusem. Nadmiar czasem szkodzi. Marina nie potrzebuje wiele by błyszczeć. Im mniej tej całej kiczowatej otoczki, tym dla niej lepiej. Ona jest piekielnie medialna. Cieszy mnie to, że wydaje płytę i nie poddaje się.
Jedyne co mnie martwi to śpiew Mariny w języku polskim. Niestety po polsku Marina brzmi znacznie słabiej.

Drugą zdolną i dobrze rokującą dziewczyną jest Sasha Strunin, która nagrała singiel "Game over" i kręci klip. Sasha podobnie jak Marina, przygotowywana była do roli artystki od dziecka. Zarówno w jednym jak i drugim przypadku to ojciec trzymał wszystko w ryzach. Utalentowana aktorsko, tanecznie, ładna, zgrabna i wcale nie taka grzeczna.
Do tego ambitna i konsekwentna. Czego więcej chcieć?
To dwie zupełnie różne wokalistki, ale obie mają wszystko. Talent, urodę i determinację.
