Obejrzałam z uwagą cały sobotni odcinek „ The voice of Poland ". Pytacie mnie często co sądzę o uczestnikach i o jurorach. Niedawno wyraziłam się zdawkowo, więc czas najwyższy na bardziej wnikliwe oceny.
Uczestnicy nie porażają głosami. Już zdążyłam się przyzwyczaić do coverowców i nikt nie jest w stanie mnie zaskoczyć. Ci wykonawcy-odtwarzacze ( nie artyści) są bezmyślni, groteskowi i przewidywalni.
Żaden z finalistów nie jest w stanie nagrać dobrej autorskiej płyty. Kaja, którą zachwycają się jurorzy fałszuje niemiłosiernie i w zasadzie nie powinno się jej pozwolić wydobywać dźwięków. Nic nie usprawiedliwia fałszów, nawet umiejętność skupiania na sobie uwagi. Czyste śpiewanie to podstawa, baza... Dopiero potem można czarować emocjami. Cóż- jacy jurorzy tacy finaliści. Dąbrowska fałszuje nawet w nagraniach studyjnych, nie mówiąc o Kayah, która jest słabsza wokalnie od swoich „ podopiecznych " z programu. Mateusz faworyzowany przez Kayah, zupełnie nie zasługuje na tak dobre oceny, gdyż jest wyuczonym, pozbawionym naturalności i stylu wokalistą. Chłopak występujący przy fortepianie nie pozostawił wątpliwości, że granie i śpiewanie na raz to wielka sztuka z którą sobie nie poradził. Innych nawet nie ma sensu wymieniać, bo nic z nich nie będzie. W następną sobotę wystąpią kolejni pretendenci do zwycięstwa i z dużym prawdopodobieństwem mogę powiedzieć, że odśpiewają swoje kawałki jak maszynki do robienia mięsa, czyli mechanicznie, bez duszy i charakteru. Popiszą się skalą, ozdobnikami, vibrato i innymi technicznymi sztuczkami, które jednak nie wpłyną na jakoś i wiarygodność przekazu.
