Wiadomość należąca do tych najgorszych dotarła do mnie dziś rano. Whitney Houston nie żyje. Ta Whitney Houston ? Aż nie chciało się wierzyć. Bo przecież każdemu się wydaje, że wielcy artyści będą żyć wiecznie i że będą porywać swoim głosem nieustannie. Kiedy miałam kilka lat ona była u szczytu kariery. Kiedy miałam kilkanaście, zauroczona piosenką „ I will always love you " sięgnęłam do jej albumów, które stały się dla mnie wyznacznikiem tego co najlepsze w popie.
Michael Jackson i Whitney Houston to były dwie postacie, które łączyły w sobie wszystkie najlepsze cechy komercyjnego artysty - styl, osobowość, emocje, artyzm, klasę, świetną technikę śpiewu, rewelacyjne utwory i produkcje najlepsze na świecie. Pamiętam jej koncert w Sopocie. Wszyscy wtedy oczekiwali od niej występu, który będzie zabawiał przaśną polską publiczność, a ona weszła zaśpiewała i wyszła. Polacy spodziewali się, że jak jarmarczna Rodowicz czy Frąckowiak będzie szczerzyć się do nich i słodzić co sekundę. Nic z tego.
Whitney zrobiła na mnie wtedy duże wrażenie, bo nigdy wcześniej nie słyszałam tak fenomenalnego głosu na żywo. Przyzwyczajona do fatalnych, fałszujących na deskach sopockiego amfiteatru naszych lokalnych artyścin, byłam zafascynowana. Nie przeszkadzało mi głupie gadanie, że ubrała się w futro jak dziwaczka. To był temat na pierwsze strony gazet. Kto naprawdę skupił się na śpiewie? Garstka.

Whitney to wyznacznik tego co najlepsze w wokalistyce. To ideał prowadzenia głosu. To wzór, z którego należy czerpać, ale nie trzeba powielać. Codziennie pojawiają się na konkursach całego świata tysiące klonów Whitney, bo każda początkująca wokalistka chciałaby być jak ona.
Banalne ale prawdziwe- jej muzyka będzie żyć wiele pokoleń, a nasze dzieci, wnuki i prawnuki będą uczyć się technik śpiewu na jej piosenkach. Była wzorem wokalnym, talentem niezaprzeczalnym i artystką, która potrafiła połączyć wielki głos z popowym komercyjnym materiałem.
Szkoda, że tak wcześnie odeszła, bo każda jej płyta była dla mnie wielkim wydarzeniem. Miałam nadzieję, że wyjdzie z nałogu i wróci silna jak w filmie „ Bodyguard".
P.S
Wszystkie wypowiedzi artystów typu Alicia Keys czy Steve Wonder emitowane w internecie i tv dotyczące Whitney są naprawdę piękne i mądre. Jedynie u nas ćwoki " spece" jedyne z czym wyskakują to z info, że miała 5 oktaw. I co ku.. a z tego? Mogła mieć 5 oktaw i nic nie potrafić ! Ona potrafiła zmysłowo śpiewać i dotykać najgłębszych sfer naszych serc. To jest ważne, a nie gówniane oktawy !!!
Nie ilość oktaw świadczy o wielkości i artyźmie. Na świecie to wiedzą, u nas jak widać jeszcze nie.
Wielki artysta może namalować cudowne dzieło sztuki jednym zwykłym szarym ołówkiem, a inny mając 100 kolorów farb nie namaluje nic.
( przepraszam, ale nie mogłam tego przemilczeć )