Serial pod tytułem „ 6 miesięczna Madzia z Sosnowca" nadal trwa. Kolejne newsy, kolejne zwroty akcji i kolejni sensacyjni bohaterowie. Scenariusz na film gotowy. Tylko brać i zdobywać Oskara. Może pan Wajda się skusi? Pewnie mógłby w to wejść, jeśli tylko dostałby jak zwykle dofinansowanie z państwa.
Teraz zaczyna się to co w Polsce typowe, czyli wzajemne oskarżenia, zrzucanie winy, pyskówki i straszenie sądami. Prokuratura wini Rutkowskiego za to, że utrudniał śledztwo, dziennikarze zbulwersowani są faktem, że detektyw upublicznił rozmowę w pokoju hotelowym z Katarzyną, która przyznaje się, że kłamała i że dziecko nie zostało porwane. Wielka bulwersacja nie przeszkadza jednak publikować tych „ kontrowersyjnych etycznie" nagrań w Wiadomościach, Faktach i Panoramach. Liczne konferencje prasowe. Kto pierwszy ten lepszy.

Katarzyna wodzi za nos setki policjantów, którzy przeszukują zgodnie z zasadami wpojonymi w szkole cały wskazany przez nią teren porzucenia dziecka. Z wyrachowaniem i zimną krwią udziela wywiadów, prowadzi swoją zaplanowaną w najdrobniejszych szczegółach grę, trzyma emocje w ryzach i z mężem udaje się do kina na horror. Ot tak, dla relaksu. Potem dzieje się wiele, aż w końcu Rutkowski ostentacyjnie wręcza kolejny dowód w postaci rękawiczek o mało nie wpadając pod samochód. Ojciec dziecka odwiedza matkę w więzieniu i po drodze kupuje żywność w sklepiku. Ponadto jako głębokiej wiary katolik wybacza swojej żonie choć jeszcze nie wie dokładnie jakiego czynu dokonała ( ciągle czekamy na szczegółowe wyniki sekcji zwłok, które potwierdzą bądź zaprzeczą, że był to nieszczęśliwy wypadek). Ludzie przychodzą tłumnie i ronią rzewne łzy, zapalają znicze pod murem w parku, udzielają wywiadów do telewizji. Dzieje się w Sosnowcu, oj dzieje.
Jutro jest pogrzeb dziewczynki. Matka nie weźmie udziału w pogrzebie mówi jej pełnomocnik, choć nawet gdyby chciała to przecież nie ma zgody na wypuszczenie jej zza krat. Ci bardziej podnieceni szykują się do linczu na Katarzynie. Niektórzy zbierają kamienie już teraz, bo potem może zabraknąć. Są tacy, którzy już malują czarną farbą na prześcieradle napis " Niech zgnije wyrodna matka w więzieniu" . Pójdą z tym na pogrzeb i staną w pierwszym rzędzie w kościółku , aby pomodlić się za dzieciątko.
Dziennikarze mają o czym mówić i pisać . Jest gorąco.
Psychologowie( niektórzy nawet biegli) głowią się i prześcigają w kolejnych hipotezach i analizach co tam siedzi w głowie Katarzyny, a niektórzy nawet gadają z sensem, choć tych jest znacznie mniej. Jedni współczują matce i rozpływają się nad jej trudnym dzieciństwem i relacjami rodzinnymi delikatnie mówiąc skomplikowanymi ( choć tyle o nich wiedzą co kot napłakał), a drudzy nadzialiby matkę dziecka jak Azję Tuhajbejowicza na wysoki pal sięgający ostatniego piętra Pałacu Kultury. Do akcji wchodzi nawet Kasia Cichopek i Joasia Koroniewska. Jedna zapowiedziana w programie Tomasza Lisa jako pani psycholog a druga jako matka- po prostu matka. Co by nie mówić obie dwoją się i troją by powiedzieć coś oryginalnego, jednak niespodziewanie wkracza ze swoją mową pani psycholog Teresa, która bije wszystkich na głowę. Robi scenę o jakiej polskie kino może tylko pomarzyć. Właściwie to nic nie przebije obu pań psycholog Hanny Samson i Teresy Gens , które gdyby tylko im pozwolić rzuciłyby się na siebie z nożem. Jedna mądrzejsza od drugiej, a w rzeczywistości obie skrajnie nieprofesjonalne. Jedna śmiejąca się bez powodu, a druga płacząca jak cała Polska po śmierci Hanki Mostowiak.
W każdym razie cyrk na kółkach....
A po co o tym piszę? Bo żal patrzeć jak policja, psychologowie, prokuratura i wielu innych „ biorących udział w tej zbiorowej padaczce" robi z siebie idiotów tylko po to by być przez chwilę w mediach.
Bo kogo obchodzi samo dziecko? Tysiące ich umiera dzisiaj z głodu w Afryce i kolejne tysiące umrą jutro. Czy ktoś o tym powie, napisze, czy ktoś nad tym zapłacze?