oficjalny blog

Sara May

Polish Czech Dutch English French German Italian Norwegian Portuguese Russian Spanish

Rozważania o metodzie SLS

mikrofonPrawdę mówiąc cała ta metoda jest niczym innym jak odrzuceniem bezsensownej analizy polegającej na sztucznym, wymuszonym i wystudiowanym sposobie wydobywania dźwięku, na rzecz większego luzu, lekkości, naturalności i relaksu. Od lat powtarzam swoim uczniom, że w śpiewaniu najważniejsza jest treść , logika i feeling. Mniej ważny jest sam dźwięk . O tym samym mówi teoria SLS czyli speech-level position (pozycją krtani na poziomie mówionym). To jest bardzo logiczne i nie trzeba być Einsteinem, żeby zrozumieć, że śpiew nie jest żadną filozofią, jeśli zacznie się w sposób prosty przekazywać wiedzę na jego temat. U nas w szkołach muzycznych i podczas warsztatów prowadzonych przez polskich „specjalistów" uczy się rzeczy niepotrzebnych, bezsensownie rozkłada się na czynniki pierwsze emisję, intonację i interpretacje. To wszystko jest ze sobą powiązane i jedno bez drugiego nie może istnieć. Najbardziej szkodliwe i durne jest zaznaczanie na nutach miejsc w których wokalista ma wziąć oddech i gdzie ma być crescendo, diminuendo, legato lub staccato. Zaznaczanie fraz też mija się z celem. Wokaliści nafaszerowani zbędnymi informacjami czują się, zagubieni. Tego nie da się sztucznie wyuczyć. To trzeba poczuć.
Czy kiedy mówimy to zastanawiamy się nad oddechem? Czy jak komunikujemy swoje myśli to kierujemy naszą uwagę na intonację? Nie! To wszystko wynika z emocji i treści a także naszego nastroju. To wychodzi naturalnie. Tak samo jest ze śpiewaniem. Techniki należy się uczyć, żeby być świadomym artystą kontrolującym swoje wypowiedzi artystyczne, ale w zupełnie inny sposób. Technika ma służyć naszemu wyrażaniu się i sama w sobie nie ma racji bytu. Potem okazuje się, że mamy kilkuset ludzi rocznie kończących różne szkoły wokalne, którzy bezskutecznie miotają się od producenta do producenta, od konkursu do konkursu, od wytwórni do wytwórni. Nie mają stylu, nie mają pomysłu na siebie i nie są kreatywni. Zostali z tego odarci, zostali wyjałowieni z jakichkolwiek prawdziwych emocji. W szkołach nauczyli się NIE MYŚLEĆ.... i traktować śpiew jak WYKUCIE się piosenki na pamięć. Coś w stylu wykucia się bezmyślnego wierszyka w podstawówce.

A tak naprawdę śpiew to myślenie, śpiew to filozofia przekazu, śpiew to mądrość.

Wszystkiego się można nauczyć. Każdy z nas jest w stanie opanować podstawy śpiewu, jeśli ma słuch muzyczny. Gardłowe wydobywanie dźwięku, głowowe, maskowe, przedechowe, nosowe... można by tak wyliczać. I co z tego? Nikt nie wspomina o tym, że dobry wokalista to ten, który ma świadomość nie tylko śpiewu ale i swojego istnienia. Dlatego polskim artystom najpierw przydałby się dobry psycholog. Metoda SLS nie ma racji bytu wśród polskich wokalistów, bo nie zadziała w środowisku ludzi z polską mentalnością. W Ameryce żyją ludzie wolni mentalnie, w Polsce odwrotnie.

Co z tego że wokalista dowie się jak uzyskać czysty, dźwięczny i nośny głos, jak przechodzić od niskich do wysokich dźwięków i odwrotnie bez załamywania się głosu, jak uzyskać lekkość i doskonałe brzmienie głosu niezależnie od wysokości dźwięku, jak w płynny sposób łączyć rejestr piersiowy i głowowy, jak posługiwać się głosem bez napięcia i wrażenia ściśniętego gardła, jak powiększyć skalę głosu o niskie i wysokie dźwięki, jak uzyskać naturalnie brzmiące vibrato, jak śpiewać dobrze w różnych stylach, jeśli nie nauczy się myśleć i nie będzie miał muzycznie nic do powiedzenia? Od tego trzeba zacząć wszelkie nauki śpiewu. Od zmiany myślenia o śpiewie.

A propos zaciśniętego gardła... W typowo polskiej szkole wokalnej czyli słowiańskiej mówi się otwórz gardło, nie zaciskaj... itp. Uczniowie bezsensownie na pamięć uczą się więc nie zaciskać. Szkoda, że nikt im nie powie, że zaciskanie wynika ze stresu, depresji i kompleksów. To tkwi w głowie a nie w gardle. Artysta nie może być zestresowany. Poza tym nie zawsze otwarte gardło jest pożądane. Zarówno Alicia Keys, Aguilera, Houston czy Cole potrafią śpiewać otwartym gardłem i jak i ściśniętym. Posługują się w danym momencie taką techniką jaka pozwala im się najlepiej wyrazić w danym momencie utworu. Nie można przyjąć z góry, że śpiewamy na otwartym gardle, a wszystkie inne ustawienia gardła są złe. To bzdura, która w Polsce niestety ma głębokie poparcie nieudacznych pedagogów. W jednej frazie Whitney Houston używa tak wielu technik, że gdyby chcieć podjąć się analizy to nie starczyłoby nam czasu i energii. Nasi wokaliści mają zdolności i wielkie możliwości wokalne, ale są skazani na niepowodzenia, bo rzadko w Polsce trafią na profesjonalnych nauczycieli. Ja osobiście jestem w stanie z czystym sumieniem polecić tylko 2 osoby z całej Polski, które nie zniszczą talentu i będą potrafiły wykorzystać potencjał ( i nie jest to na pewno Zapendowska).

Śpiewa się sercem i głową, nie gardłem i przeponą!
 

Ostatnio dodane