Kilka dni temu usłyszałam informację... Zginął kolejny polski żołnierz w Afganistanie.
"Żadne słowa nie wyrażą cierpienia najbliższych. Mimo że zwykło się mówić, że ryzyko śmierci jest wpisane w żołnierski los, jednak każde odejście młodego człowieka jest tragedią. Polscy żołnierze są w Afganistanie, aby bronić najwyższych wartości: pokoju i wolności. Głęboko wierzę, że na całym świecie zwyciężą wartości, za które kpr. Kołek oddał życie" - napisał w liście do rodziny ostatniego poległego w Afganistanie Prezydent Lech Kaczyński.
"Żadne słowa nie wyrażą cierpienia najbliższych. Mimo że zwykło się mówić, że ryzyko śmierci jest wpisane w żołnierski los, jednak każde odejście młodego człowieka jest tragedią. Polscy żołnierze są w Afganistanie, aby bronić najwyższych wartości: pokoju i wolności. Głęboko wierzę, że na całym świecie zwyciężą wartości, za które kpr. Kołek oddał życie" - napisał w liście do rodziny ostatniego poległego w Afganistanie Prezydent Lech Kaczyński.

Ranni żołnierze i ofiary śmiertelne to największe ale nie jedyne straty jakie ponosimy w związku z misją. Ta wojna kosztuje nas coraz więcej. Podobnie jak większość Polaków mam wiele pytań na które politycy nie udzielają odpowiedzi.
My, ich wyborcy mamy prawo zapytać: O co walczymy w Afganistanie?
Czy walczymy z terroryzmem, o demokrację, czy też jesteśmy tam by pomóc Wielkiemu Bratu bo nas o to poprosił a my nie mogliśmy odmówić?
Uczestniczymy w konflikcie afgańskim, mając w Polsce wiele własnych problemów, choćby z kulejącą od lat ochroną zdrowia, bezrobociem, niewydolnym systemem komunikacyjnym, ogromnym zadłużeniem wewnętrznym i zewnętrznym.
USA, które w imię „demokracji" w 2002r. stworzyły Międzynarodowe Siły Wspierania Bezpieczeństwa (International Security Assistance Force), tzw. ISAF „zaprosiły" do nich Polskę.
Czy mogliśmy odmówić?
Niektórzy mówią, że nie, bo sojusznik był w potrzebie. Został zaatakowany przez terrorystów, których wylęgarnia znajduje się w Afganistanie. Nie żądał wiele, tylko wsparcia politycznego i symbolicznej obecności militarnej. Pomogliśmy według zasady my wam, wy nam.
Przez kilka lat, do 2007 roku ok. 120 żołnierzy budowało drogi, mosty, rozminowywało kraj, tak bardzo zniszczony. I mogłoby tak być jeszcze jakiś czas ale sojusznik poprosił o zwiększenie wsparcia.
Pod koniec 2008 roku powstały Polskie Siły Zadaniowe, tzw. Polish Task Force White Eagle, które przejęły odpowiedzialność za prowincję Ghazni.
Dlaczego tak drastycznie zwiększyliśmy udział w tej misji?
Dość powszechne opinie głoszą, że przesłanki były trzy:
Po pierwsze USA uporały się z Irakiem i mogły skierować swoje wojska w nowy rejon Świata. Postanowiły nie tylko kontrolować region ale też wprowadzić demokrację według własnych wyobrażeń. Niestety mają trudności w urzeczywistnieniu swoich planów, więc wymuszają większy udział sojuszników;
Po drugie spadało znaczenie Polski w NATO. Miejsce Polski na arenie międzynarodowej zależy od aktywności na rzecz wielkich tego świata. Dlatego popieramy mocarstwa w rejonach które dla nas nie mają pierwszorzędnego znaczenia. Popieramy USA na Bliskim Wschodzie, popieramy Francję w Afryce. Wysyłamy tam swoich żołnierzy by zadbać o ich wpływy i interesy gospodarcze;
Po trzecie nasi przywódcy polityczni chcieli mieć swój sektor, swoją prowincję, wysoko zawieszoną w górach biało czerwoną flagę.
Czy można wygrać wojnę w Afganistanie?
Wszyscy analitycy polityczno-wojskowi, oprócz amerykańskich oczywiście, mówili że to nigdy się nie uda. Doświadczenia z prowadzonych tam wojen świadczyły o tym dobitnie.
Operacja w Afganistanie to największe wyzwanie dla polskich wojskowych od czasu II wojny światowej. Doskonale wiedzą, że z partyzantką wspieraną przez naród wygrać się nie uda a mimo to muszą tam tkwić. Ba, działają wbrew swemu interesowi. Wojna w Afganistanie jest finansowana całkowicie z budżetu resortu obrony narodowej. Nie waloryzuje się im pensji, nie dokonuje zakupów sprzętu, zmniejsza ilość żołnierzy w kraju i tym samym osłabia Wojsko Polskie.
Mówi się o tym, że wyposażenie żołnierzy w Afganistanie jest niedostateczne, choć wysyła się najlepszy sprzęt. Jakie więc jest to wyposażenie w jednostkach na terenie kraju?
Czy USA i nasi sojusznicy zastąpią nas w obronie własnego terytorium gdyby trzeba je było bronić?
Czy jesteśmy bezpieczni i nic nam nie zagraża, jak twierdzą niektórzy politycy? Jeżeli tak to zlikwidujmy armię do obrony kraju, pozostawmy batalion reprezentacyjny, szwadron kawalerii, kilkadziesiąt orkiestr dla uświetnienia uroczystości państwowych, często upamiętniających porażki spowodowane m.in. słabością militarną Polski.
Zostawmy też siły zbrojne do obrony interesów sojuszników, na misje w Azji, Afryce i wszędzie gdzie będą potrzebować.
Doświadczenia minionych wieków każą raczej wątpić w „wieczny pokój" i zawarte sojusze. Na dotychczasowych nie wychodziliśmy najlepiej. Może warto przypomnieć sojusze z Wielką Brytanią i Francją przed II Wojną Światową, sojusz króla Jana III Sobieskiego z państwami zachodniej Europy, w tym głównie Austrią i konsekwencje polityczne odsieczy wiedeńskiej. My wam wolność, wy nam rozbiór.
Wszyscy z historii pamiętamy udział legionów Dąbrowskiego w tłumieniu antyfrancuskiego powstania niewolników murzyńskich na wyspie Hispaniola San Domingo (obecnie Haiti). Na San Domingo wysłano ok. 6000 polskich żołnierzy. Do Europy powróciło zaledwie 300.
A udział Polaków w bitwie pod Somosierrą przeciw hiszpańskim powstańcom? Zwycięstwo utorowało Napoleonowi drogę na Madryt i pozwoliło wprawdzie utrzymac w swym władaniu cały Półwysep Iberyjski, ale nie zakończyło wojny partyzanckiej prowadzonej przez naród hiszpański. Nie tylko walczyliśmy w tych wojnach za nie swoje sprawy ale walczyliśmy z powstańcami, czyli gwałciliśmy ideały za które w wielu powstaniach sami oddawaliśmy życie.
Czy zyskaliśmy coś na tych sojuszach? Nic lub niewiele.
To może należy wyciągnąć wnioski z historii i bardziej liczyć na siebie niż na innych! Czy nie należy umacniać własnej armii by zniechęcić potencjalnego agresora do napaści. Czy najpierw nie należy zadbać o siebie?
Czy dalsze zwiększanie kontyngentu ma sens?
W ostatnim roku talibowie odzyskali wpływy polityczne wśród ludności. Prezydent Hamid Karzaj po sfałszowanych wyborach stał się marionetką w rękach Amerykanów. Rządzą lokalni przywódcy klanów. Oficjalnie szacuje się, że na terenie Afganistanu działa ok. 1800 nielegalnych formacji zbrojnych, skupiających ponad 70 tys. bojowników.
Czy obecność kolejnych 35 tys. żołnierzy w rejonach kontrolowanych przez lokalnych kacyków nie wygeneruje kolejnych bojowników i nie zwiększy oporu? Czy „inwestowanie" w formację polityczną pozbawioną bazy społecznej ma sens?
„Amerykanie mają zegarki ale my mamy czas", mówią Talibowie, a on pracuje przeciwko NATO. Presja społeczeństw, rosnące straty a także koszty wojny wymuszą wycofanie się z Afganistanu, raczej wcześniej niż później.
Czy udział naszych żołnierzy w tej misji przyniósł kontrakty dla polskiego przemysłu lub dofinansowanie naszego wojska?
Nic takiego. Oczekiwanie że zakup amerykańskich samolotów, dzięki offsetowi, pozwoli zahamować upadek polskiego przemysłu zbrojeniowego pozostało niespełnione. Offset to kompletna klapa. A może USA pomagają w modernizacji Wojska Polskiego, tak jak to czynią z Turcją czy Izraelem, gdzie rocznie przelewają miliardy dolarów? Nic z tych rzeczy.
O wspaniałych kontraktach w Iraku przez litość dla tych co je obiecywali nie chcę wspominać.
Otrzymaliśmy mglistą obietnicę. Jak wy nam pomożecie to my pomyślimy jak wam pomóc, gdy będziecie zagrożeni.
Amerykanie mówią - nie zbudujemy bazy antyrakietowej, nie damy Patriotów, no może wam je pokażemy ale bez rakiet, bo to drażni Rosję. O tym Prezydent USA informuje nas w dniu 17 września, w rocznicę napaści Rosji na Polskę. A my nie potrafimy zachować się tak jak choćby Niemcy, którzy odmówili udziału w wojnie z Irakiem a w Afganistanie zabronili swoim żołnierzom prowadzenia operacji bojowych przeciwko Afgańczykom. Mogą strzelać tylko w obronie własnej.
USA nie chcą anulowac wiz dla Polaków pragnących odwiedzić przyjaciół Amerykanów. Co to za brat, który nie chce nas gościć u siebie?
Czy my jako Polacy jesteśmy asertywni, czy potrafimy walczyć o swoje interesy ?
Zadaję tu, w kontekście śmierci młodego chłopaka na cudzej ziemi, wiele pytań. Myślę, że należy się odpowiedź na nie, gdyż od tego czy żołnierze giną w interesie własnego państwa i narodu należy ocena tych co ich tam wysyłają. Im szybciej padnie odpowiedź na pytanie „O co walczymy w Afganistanie" tym lepiej.
